czwartek, 15 listopada 2012

Kształcić czy wychowywać?

Pytanie z pozoru wydawać się może dziwne lub niepotrzebne. No bo właściwie czy można te dwie rzeczy od siebie oddzielić? Czy zmuszeni jesteśmy dokonywać wyboru? 
Ale mnie od jakiegoś czasu nurtuje to pytanie i poszukiwanie właściwego rozwiązania. Ostatnimi laty jak grzyby po deszczu wyrastają różnego rodzaju (i niestety jakości) szkoły instruktorskie, które realizują wszelakie kursy, warsztaty czy szkolenia. Wszyscy nagle poczuli się w obowiązku kształcić. Właściwie należałoby się ogromnie ucieszyć i skończyć tym zajmować. Wszak wykształcona kadra (i nie tylko) to skarb. Okazuje się jednak, że łatwiej jest kształcić niż wychowywać. Żeby wychowywać nie wystarczy weekend ani nawet tydzień kursu. To o wiele bardziej trudna i mozolna praca, której efekty (o ile została należycie wykonana) warte są jednak każdego zachodu. 
Zatem czy zupełnie zaniechać kształcenia? Otóż absolutnie nie. Ale nie wolno skupiać się tylko i wyłącznie na tym etapie. Jednym z celów harcerstwa i skautingu jako całości, jest kształtowanie postaw młodych ludzi. A więc nic innego jak wychowywanie w duchu wspólnie wybranych i zaakceptowanych wartości: braterstwa, szacunku, odpowiedzialności za siebie i drugiego człowieka, radości itd. I nigdy nie wolno nam o tym zapomnieć, bo gdy wychowanie zastąpimy kształceniem, pozyskamy ludzi, którzy pozbawieni będą ducha. Nigdy nie odnajdą się w organizacji, bo nie będą rozumieć idei jaka jej przyświeca. Nie będą w stanie według niej żyć. 
W "Zobowiązaniu Instruktorskim" jest fragment o tym, że każdy z instruktorów wychowa swojego następcę. Nie wykształci ale właśnie wychowa. To znaczy przekaże mu własnym przykładem o co chodzi w tym co robimy. Jaki jest tego cel. Zaszczepi w nim wrażliwość na otaczający nas świat i ludzi. Poświęci swój czas. Tego nie można się nauczyć na żadnym kursie. Czy potrafimy zatem jeszcze wychowywać
Na kursach drużynowych wiele czasu poświęca się na omówienie rozwoju psychicznego i fizycznego dzieci i młodzieży. Wielu też drużynowych nie radzi sobie ze swoimi drużynami. Czy to jest wina kształcących, kursantów czy może systemu? A może niewłaściwej polityki kadrowej w hufcu czy szczepie? Może jest to pokłosie braku analizy własnego środowiska? Niewłaściwego wyboru? A może braku wzorców czyli wychowania
Dobry drużynowy to taki, który rozmawia ze swoim przybocznym. Ale też i słucha co on ma mu do powiedzenia. W harcerstwie wychowujemy się wzajemnie. Możemy się od siebie wiele nauczyć. 
Wiedza teoretyczna i umiejętność jej wykorzystania są oczywiści ważne. Trudno sobie wyobrazić zastępowego czy każdego innego harcerza, który nie jest biegły w technikach harcerskich (może nawet w wybranej osiągnął mistrzostwo). Trudno sobie wyobrazić harcerza czy instruktora nie znającego choćby kilku piosenek. Trudno wreszcie wyobrazić sobie instruktora, który nie potrafi zorganizować biwaku czy obozu. Czy można się tego nauczyć? Oczywiście! Zatem dla kogo organizować kursy, warsztaty i szkolenia?  Czy tylko dla zastępowych? A może tylko dla drużynowych? Jeśli będziemy pamiętać o podstawowym naszym zadaniu czyli wychowaniu znajdziemy też odpowiedź na pytanie o kształcenie. W moim przekonaniu dobrze wykształcony zastępowy jest wspaniałym początkiem harcerskie przygody dla swoich harcerzy. Rolą drużynowego jest dobrze wychować swoich harcerzy (w tym kadrę).  Rolą hufca jest zadbać  o wykształcenie drużynowych. Przyboczny, który obejmuje funkcję po drużynowym (postępującym według wymienionej zasady) doskonale zna swoje miejsce i rolę w organizacji. Jest świadomy odpowiedzialności ale nie jest nią przytłoczony. Wie, że zawsze może liczyć na wsparcie i pomoc. Chce się rozwijać. Mając takie wzorce patent drużynowego jest tylko konieczną formalnością. Prawdziwą wartością jest duch naszej kadry. Pamiętajmy o tym w naszej instruktorskiej pracy.
Czuwaj!